Panama jest małym ale długim krajem o dwóch wybrzeżach – wschodnie czyli Morze Karaibskie przechodzące w Ocean Atlantycki i zachodnie czyli Ocean Spokojny. Oba wybrzeża są bogate w owoce natury i dlatego stały się już od zamierzchłych czasów miejscem osad ichniejszych Indian, którzy teraz stanowią prawie 12,5% mieszkańców Panamy.

Żyją w plemionach właśnie na wybrzeżach lub na archipelagach wysp. I tak na przykład archipelag wysp San Blas (wschodnie wybrzeże, blisko granicy z Kolumbią) jest zamieszkane przez Indian z plemiona Kuna Yala, które wywalczyło sobie niepodległość i uwaga! są właścicielami tego archipelagu i części terytorium Panamy na kontynencie. Jakie to ma konsekwencje? Takie, że np., chcąc zwiedzić wyspy trzeba (w ramach tego samego kraju!) przekroczyć granicę panamsko – kuna, na której stoją policjanci i sprawdzają paszporty! Nie jest to typowy pic na wodę dla turystów, bo w samochodzie z nami jechała para z Czech, która z jakiegoś dziwnego powodu nie miała panamskiej wizy imigracyjnej w paszporcie i w związku z tym nie została wpuszczona na terytorium Indian! 🙂

Ci niepodlegli Indianie mieszkają na większości mniejszych wysepek archipelagu (czasami jedna wyspa to jedna rodzina), na które zapraszają turystów i na największej ich wyspie – Carti (zamieszkana przez 400 osób) gdzie mają rodziny i prowadzą swoje życie. Żyją z wypalania drewnianych narzędzi użytku codziennego, rybołówstwa, zrywania bananów, kokosów, dekoracji ubrań.

Znakiem tego plemienia są czarne swastyki – symbole szczęścia, które dla nas z oczywistych powodów były co najmniej niepoprawne, ale było to bardzo ciekawe zderzenie kultur.

Kuna zamieszkiwali tereny San Blas jeszcze przed Kolumbem, ale po konkwiście jedyną szansą dla nich na zachowanie plemienia było sprzymierzenie z konkwistadorami i taka sytuacja trwała aż do XX wieku kiedy to Panama stała się niepodległa i Kuna musieli walczyć o swoje prawa.  Od 1938 roku rezerwat Kuna Yana to autonomiczny stan obejmujący jak wyżej napisałam część kontynentu i wszystkie wyspy San Blas, mają swój rząd, parlament i system polityczny, a panamski government nie ingeruje w ich decyzje.

Żeby się tam dostać trzeba samochodem 4×4 przejechać około 3h z Panama City przez góry i dosyć błotniste lasy, a następnie dopłynąć drewnianymi łodziami z małym doczepionym silnikiem do interesującej nas wyspy. Nie jest to jednak typowy port, do którego dojedziemy gdzie możemy sobie wybrać trasę, kierunek i hop! do łodzi. Nie. Trzeba wcześniej dogadać się z agencją, która organizuje podróż (znają Indian i ustalają z nimi ceny dla turystów jak również transport) i konkretny Kuna czeka na Ciebie z łodzią o ustalonej godzinie w określonym miejscu. I nie ma, że bierzesz walizki i toboły! Ładujesz do łodzi tylko najpotrzebniejsze rzeczy! O szczegółach organizacji wyprawy na San Blas w innym poście, ale teraz skupmy się na Kuna. Zwykły Kuna, którego rodzina nie ma wyspy, na która zapraszałaby turystów ma wypalony z drewna kajak i wiosła i na nim łowi ryby w morzu w ciągu dnia. Domy to bambusowe lub drewniane chaty pokryte liśćmi palmowymi. W środku zazwyczaj jest jedno lub dwa pomieszczenia – palenisko czyli kuchnia i sypialnia czyli hamaki. Ich zajęcia to łowienie ryb, zrywanie bananów, kokosów, wypalanie narzędzi codziennego użytku albo obsługa turystów jeśli prowadzą taki biznes. Nasz gospodarz, którego żartobliwie nazwaliśmy Królem Julianem codziennie rano przypływał z Carti na naszą wyspę (tylko najbogatsi kuna mają wyspy, które wynajmują turystom) ze świeżymi rybami na obiad i dął w muszlę na znak, że pora na śniadanie! Kobiety Kuna chodzą w tradycyjnych strojach, które niejednokrotnie same robią – doszywają koraliki czy wyszywają wzory z muliny.

Kolejne plemiona, które zamieszkują Panamę to Wounaan i Embera– głównie dżunglę w Darien – południe Panamy przy granicy z Kolumbią. Jest to Park Narodowy gdzie jedynym szlakiem komunikacyjnym są strumienie. Nie bez powodu mówi się, że jest to jeden z najniebezpieczniejszych rejonów Panamy. To tutaj spotykają się przemytnicy z Kolumbii żeby transportować towar na północ, to tutaj najłatwiej zarazić się malarią i to tutaj przerwano budowę Panamericany, żeby móc zachować zamieszkujące te teryotira plemiona. Jedyną opcją żeby przedostać się z Panamy do Kolumbii żeby nie narażać życia jest droga morska – najlepiej Pacyfikiem – pływają regularne rejsy z obu krajów. Podobno w tych lasach znajdują się jedne z najpiękniejszych storczyków na świecie – epifity rosnące na drzewach. Może kiedyś uda nam się i tam dotrzeć 🙂

Trzecim na tej liście, ale zdecydowanie największym pod wzgledem populacji plemieniem jest Nbage-Bougle zamieszkaujące północno-wschodnie rejony Panamy – po drodze na Bocas del Toro w bardzo górzystym rejonie Panamy. Cześć plemienia zamieszkuje terytoria południowej Kostaryki. Podobnie jak Kuna Yala mają swoją prowincję, parlament i rząd panamski nie ingeruje w ich decyzje. składa się z dwóch połączanych niegdyś plemion Nbage i Bougle, które mimo wielu lat mieszania i zamieszkiwania na tych samych terytoriach mają cały czas inny język!

Blikso z Nbage-Bougle spowinowaceni są Indianie Bokota i Naso zamieszujący Bocas del Toro. Jest to najmniejsza populacja plemienna składająca się z 1000 osób w pierwszym i 3500 w drugim zamieszkującym głównie Kostarykę.

🙂

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here