Panama jako kraj tranzytowy (z jednej strony łącząca świat Dalekiego Wschodu z Zachodem poprzez Kanał Panamski, z drugiej łącząca bogactwa natury Ameryki Południowej z kupcami z Północnej  – stąd też most nad Kanałem Panamskim zwany jest Mostem Ameryk) może poszczycić się wpływem tych wszystkich kultur na niemal każdą dziedzinę życia, w tym na gastronomię.

Zawsze podczas podróży śmiejemy się, że to są w sumie takie podróże kulinarne – z jednej knajpy do drugiej, z jednej restauracji do innej.  Dlatego też poniżej bucket list tego, co trzeba w Panamie zdecydowanie spróbować.

Dużym zaskoczeniem były panamskie śniadania – oprócz wszechobecnych świeżych owoców to przede wszystkim ryż z kurczakiem i kukurydzą. Okazało się, że są to najbardziej popularne elementy panamskiej diety i stąd ich obecność niemal w każdym daniu! Ryż z kurczakiem, ryż z kukurydzą, kurczak z kukurydzą, kurczak pieczony, kurczak 1/2 z kukurydzą, a człowiek na śniadanie zjadłby jajecznice!

Patacones – w Panamie występują cztery rodzaje bananów: standardowe banany słodkie takie jak możemy znaleźć w sklepie, małe banany czerwone, małe banany słodkie i platany (plantain) czyli bardziej mięsiste i smakiem przypominające ziemniaki wiecznie zielone banany (wikipedia mówi, że inne nazwy to banan zwyczajny, banan właściwy, błogosława, figa rajska, muza, pizang i banan zaostrzony – nie wiem jak Wy, ale ja zawsze nazywałam to po prostu zielonym bananem :))

Rodzaje bananów, Wikipedia

Otóż w Panamie jak i w pozostałych krajach Ameryki Środkowej i Południowej banany kroi się w plasterki albo w takie dłuższe plastry i smaży na głębokim oleju. Nazywa się to patacones i można jeść, np. z ryżem i kurczakiem albo jako posoloną przystawkę do piwa, można też nimi zastąpić ziemniaki do obiadu.

Świeże owoce morza są tu popularne jak w każdym innym miejscu położonym przy zbiorniku wodnym. Najlepsze oczywiście są te na głodniaka i długo wyczekiwane. Takie właśnie były ryby na wyspach San Blas zamieszkanych przez Indian z plemienia Kuna Yana, którzy jedli tylko to co dało morze. A my, ich goście przez 3 dni jedliśmy tylko to co dali nam Indianie, a że byli dwa razy szczuplejsi i dwa razy niżsi od nas, to cokolwiek dali było dla nas jak dar od niebios! Oczywiście mówiąc o owocach morza w Panamie nie można zapomnieć o ceviche czyli kawałkach ryb lub innych owoców morza w zalewie octowej. Poniżej lodzie rybackie podczas odpływu i miejsce obróbki ryb. Fasola – jako dodatek do ryżu, kurczaka lub po prostu sama. Ja akurat fanką fasoli nie jestem a panamska smakuje jak każda inna. Yuka – maniok (zwana tez uwaga! podpłomyczkiem najużyteczniejszym – co oni palą w tej Wikipedii, że takie nazwy wymyślają? :D) czyli długi i bardzo twardy kawał badyla, który bez ugotowania jest silnie trujący, ale po ugotowaniu zamienia się w mięciutkie ziemniaczki i oczywiście kuchnia międzynarodowa czyli wszędzie obecne McDonalds’y, Burger King’i, belgijskie frytki, tajskie lody, chińszczyzna, suszi, kebaby i czego dusza zapragnie, chociaż restauracji polskiej nie widziałam!

A do tego najlepiej ziemne piwko – Balboa (konkwistador Balboa odkrył Panamę i założył pierwszą osadę osadę europejską w Ameryce) o jego nazwiska pochodzi nazwa waluty panamskiej (PAB) i jedno z bardziej popularnych piw w Panamie.

Mniam!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here