No dobra. To teraz napisze jak to było.

7 rano. Sobota. Zazwyczaj w sobotę o tej porze wstajemy gotowi do podboju świata (tez tak macie, że w tygodniu ledwo możecie wstać o 8:30, a w sobotę o 7:00 już na nogach;)?), zastanawiamy się co zjeść na śniadanie (zazwyczaj kończy się na jajecznicy).

A tego dnia……było dokładnie tak samo ;). Więc szykujemy się do tej jajecznicy i nagle Mikołaj i Sylwia wysyłają link do flipo.pl z info o promocyjnych lotach do Panamy.

Procesy myślowe jakie zaszły z mojej głowie w tym momencie były następujące:

Pierwsza Myśl – Panama – kraj w Ameryce Środkowej (na miejscu okazało się, że lokalsi zaliczają Panamę do Ameryki Północnej – w końcu na północ od równika, no nie? ;P ) , będę mogła wreszcie po takiej przerwie pogadać po hiszpańsku! Super!

Druga Myśl – Co ja wiem o tym kraju?! Albo inaczej, czy oprócz tego, że Michael z Prison Break’a uciekł właśnie do Panamy (btw. wiecie, że był 5 sezon w tym roku?) i że kraj tam ten został przedstawiony jako stolica wszelkiej rozpusty, zła, przestępczości no i oczywiście Kanał Panamski, to czy coś jeszcze wiem?

Trzecia myśl – czy robią tam wino?

Jak się domyślacie, podjęłam decyzję o wyjeździe po zadaniu trzeciego pytania, ale  Michał zdążył odczytać wiadomość na swoim telefonie i krzyknąć: „Ale super Milcia, kupujemy!”. Więc nie miałam nic do gadania. Kupiliśmy bilety dosłownie w ciągu 15 minut.

 

I tak oto miałam bilety do kraju, do którego nie planowałam nigdy podróży.

Do kraju, który okazał się być rajem.

Dużym wyzwaniem jednak okazało się planowanie. W polskich księgarniach podróżniczych nigdzie nie mogłam znaleźć przewodnika po Panamie. Wybawieniem okazał się jedyny dostępny na polskim rynku przewodnik Lonely Planet w wersji angielskiej. Akurat nie jestem fanką przewodników LP, ale jak to mówią lepszy rydz niż nic, więc rozpoczęliśmy proces planowania 🙂 Wycieczka 16 dni, 4 głowy (każdy inne oczekiwania), ale udało nam się ustalić zarys wycieczki. Ku mojej i Michała uciesze zaplanowaliśmy nocowanie na wyspach należących do Indian szczepu Kuna Yana w chatach ze słomy i liści palmowych i kilka dni na północy Panamy tuż pod wulkanem Baru w jednym z najlepiej ocenianych hosteli w Panamie i Columbii z sieci Mamallena. Uwielbiamy takie warunki a’la lokals, bo wtedy lepiej można poczuć atmosferę danego kraju, poznać ciekawych ludzi, nie mówiąc już o tym ile można się nauczyć – według mnie to właśnie ten element podróży najbardziej kształci – wyjście poza swoją strefę komfortu i umiejętność odnalezienia się w nawet najbardziej odległych od naszych standardów warunkach. Na ten temat nieco inne zdanie ma Sylwia 🙂

Podróż miała zacząć się w Panama City, skąd samochodem mięliśmy wyruszyć na północ zachodnim wybrzeżem, żeby po tygodniu rozpocząć powrót i zwiedzić wschodnią część kraju.

Pierwsza przeszkoda pojawiła się jeszcze przed wylotem – Mikołaj do tego w filmie oczywiście się nie przyzna :D, ale babeczka, u której rezerwował samochód przez telefon zrobiła nam rezerwację w mieście, które brzmi jak Panama, ale znajduje się w Tajlandii!!:) Być może to był znak, że z samochodu wyjdą nici, ale nie daliśmy za wygraną! Dokonaliśmy rezerwacji. Niestety okazało się, że na miejscu oferta nieco różniła się od tej, która była nam przedstawiona, więc nie zdecydowaliśmy się na wynajem tego dnia. Skorzystaliśmy z Ubera – podjechała po nas młoda Pani, która zapakowała do swojego Hyundaia Accent 4 dorosłe osoby z bagażami!

Jechaliśmy panamskim wybrzeżem po północy, w świetle gwiazd nie było widać oblicza miasta. Przed oczami miałam zdjęcia, które oglądałam na blogach podróżniczych, a w głowie nadzieję, że tak właśnie będzie wyglądać Panama kolejnego dnia o poranku.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here